Recenzja: Monza - wyścigowa gra logiczna

Recenzja: Monza - wyścigowa gra logiczna
Bongiorno!
 
Tym razem wybieramy się na wycieczkę po najszybszych trasach rajdowych świata. Monza to ciekawe połączenie gry o dynamicznym, wyścigowym temacie z logicznymi zasadami skłaniającymi bardziej do zadumy niż szalonego biegania po pokoju. Przy tym wszystkim nie brakuje w niej emocji, bo czyż ważące się do ostatniego zakrętu losy wyścigu nie przyprawią naszych milusińskich o wypieki? Na żółtym pudełku Monzy widnieje informacja o tym, że pogramy w nią z dziećmi od 5 roku życia oraz, że przy stole bawić się może maksymalnie 6 osób. Czas rozgrywki nie powinien przekroczyć 15 minut. Czy to dobrze spędzony kwadrans? Przekonajmy się!
 
Zaglądamy do pudełka
 
HABA przyzwyczaja nas do tego, że o jakość nie ma się co martwić i tak tez jest w tym przypadku. Ładna, solidna plansza prezentująca tor wyścigowy, sześć kości z kolorami i sześć drewnianych bolidów. Wszystko prezentuje się zachęcająco i solidnie. Plansza przetrwała w mojej kolekcji w jednym kawałku już kilka ładnych lat, a to już wyczyn:)
 
Rozgrywka
 
Na początku każdy wybiera kolor swojego bolidu i ustawia go na polu startowym. W rozgrywce może brać udział aż sześciu graczy i przy takiej ilości na planszy będzie dość ciasno, a przez to bardziej emocjonująco. Po tym, jak każdy z rajdowców będzie miał gotowy bolid (czyli po tym, jak dzieci przestaną się bić o zielony, albo niebieski... albo żółty... czy jakiś inny, który ma ktoś inny a ktoś nie), możemy zacząć rozgrywkę. Wybrany gracz startowy (przerwa na chwilę przepychanek) bierze do ręki wszystkie sześć kości i rzuca nimi. Teraz następuje chwila zadumy. Tor na planszy podzielony jest na kolorowe pola, odpowiadające kolorom na kostkach. Żeby ruszyć bolidem na torze muszę mieć na kostce kolor odpowiadający polu, na które chcę wjechać. W swojej turze mogę wykorzystać wszystkie sześć kości, a zatem od odpowiedniego planowania i doboru kolejności ruchów będzie zależeć jak daleko zajadę w swojej turze. Ot, cała filozofia. Rzucam, ustalam kolejność ruchów i przestawiam pionek auta. Szaleństwo!
Żeby nieco urozmaicić rozgrywkę autor dodał możliwość przepychania się z innymi graczami. Kończąc ruch na pulu zajmowanym przez innego gracza cofam go o jedno pole do tyłu. Fajnie, co?:) Do tego dodajmy blokowanie trasy przez porozrzucane opony i okazuje się, że prosty pomysł z kilkoma urozmaiceniami może dawać naprawdę dużo frajdy.
 
Frajdy, mówisz?
 
Z doświadczenia Wam powiem, że w przypadku Monzy, rzadko się kończy na pojedynczym wyścigu. W przeciwieństwie do omawianego poprzednim razem Super Rhino, tutaj mamy mocny element rywalizacyjny (to w końcu wyścig, puchar, podium, fanfary i wieczna sława... i ja mam być drugi?!). Warto na tej grze poćwiczyć umiejętność przegrywania u dzieci, a wiadomo, że nie wszystkie łatwo to znoszą. Potrzeba udowodnienia wszystkim przy stole, że jest się najlepszym kierowcą w mieście jest silna, szczególnie u chłopców. To, co jest fajne, to to, że chęć zwyciężenia, wyciśnięcia z wyścigówy wszystkiego motywuje naszych rajdowców do tego, by mocniej kombinowali z układem kości. Nigdy nie jest tak, że dany rzut daje nam tylko jeden możliwy układ ruchów. Jest ich zazwyczaj całkiem sporo, a kolejne próby wykoncypowania co nam się najbardziej opłaca są dość stymulujące. 

 
Dla kogo?
 
Monza jest przede wszystkim dla dzieci, które przy grze lubią się skupić, choć tematyka może zachęcić do tego skupienia również tych, którzy na co dzień wolą bardziej dynamiczne gry. Rodzice docenią, że grę bardzo łatwo się tłumaczy i to, że nie jest nużąca. Nie będziecie ziewać po chwili, bo ustalanie najlepszego układu jest całkiem zajmujące. I jeszcze jedno, nie musicie dawać fory dzieciakom. Nie raz przegracie z dziećmi przez kilka kiepskich rzutów. Losowość obok planowania jest w naszych wyścigach dość istotnym elementem. A wiadomo, że szczęście w kościach zawsze sprzyja tym małym łobuzom. Producent uznał, że Monza sprawdzi się od piątego roku życia. A ja mówię, że jeśli wierzycie w swoje dzieci, to i czterolatki sobie poradzą.
 
Wariant
 
Po rozegraniu kilku partii za standardowych zasadach zachęcam do przetestowania wariantu, który przyszedł mi i moim współgraczom do głowy dość naturalnie. Kiedy na dwóch kostkach pojawi się taki sam kolor, można ich użyć jak jokera i wykorzystać, jako jedną kostkę dowolnego koloru. Ta opcja zmniejsza wpływ losu na rozgrywkę i mocno podkręca użycie szarych komórek.
 
Grę możecie zakupić TUTAJ
 
Pozdrawiam wyścigowo i zapraszam już niebawem!
Pan Felippe
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium