Recenzja: Sleepy Castle - małe pudełeczko, a tyle radości

Recenzja: Sleepy Castle - małe pudełeczko, a tyle radości

Sleepy Castle (Skarb w uśpionym zamku) to gra, która pomysł zaczerpnęła z bardzo popularnego memory. Ten pomysł zaczerpnęło również kilkaset innych gier dla dzieci, ale powiem Wam szczerze, że... a zresztą, przeczytajcie!

W co my gramy?

W grze będziemy mieli okazję wykazać się naszymi umiejętnościami pamięciowymi. Dwunastu strażników pilnuje drogocennych skarbów, na które najwyraźniej ktoś ma chrapkę. Oczywiście, cały "utarg" idzie na działalność charytatywną! Naszym zadaniem będzie przemykanie do komnat wypełnionych złotem w momencie, gdy jej strażnicy śpią. Z odrobiną pamięci i skupienia powinno się udać!

Co w tym małym pudełeczku?

Haba, jak to Haba, naszą dzisiejszą grę zamknęła w pudełeczko w kolorze żółtym. Pudełeczko jest oczywiście solidne, a do tego nieduże. Grafiki zarówno na okładce, jak i na elementach są wyjątkowo sympatyczne i ładne. W środku znajdziemy 24 kafelki i trochę złotych (przeszło mi przez myśl, że one są drewniane, a tylko pomalowane na złoto, ale uznałem, że to z pewnością tylko dziwne wrażenie) monet. Kafelki przedstawiają dwunastu dzielnych strażników skarbca i ich dwunastu śpiących sobowtórów. Są oczywiście grube i solidne. Wytrzymają niejedno. Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że Haba przyzwyczaiła nas już do świetnej jakości i tak jest również w tym przypadku. Porządnie i estetycznie. Idziemy dalej.

To złoto z nielegalnych źródeł, lepiej mu będzie u nas

Grę rozpoczynamy od ułożenia "planszy" (zwróciliście uwagę, że przez ostatnie kilka lat coraz częściej grami planszowymi nazywamy gry, które planszy nawet nie widziały?). Pulę kafelków dzielimy na strażników (zielony rewers) i śpiochów (żółty rewers). Śpiochów zakrywamy, mieszamy i układamy w trzech rzędach i czterech kolumnach (3x4). Dwunastu zwartych i gotowych strażników układamy (tym razem odkrytych) wokół nich. Następnie całe złoto rozmieszczamy w losowych ilościach (od 1 do 3) między każdą parą strażników. Naszym zadaniem jest umieścić to złoto w bardziej przytulnym miejscu niż zimny skarbiec jakiegoś ponurego zamku. 
W swojej turze odsłaniam dwa kafelki ze środkowej puli śpiochów (tej 3x4). Następnie szukam odkrytej dwójki wśród strażników. To oni tym razem nie dali rady wytrwać na posterunki i nieco im się przysnęło. Jeśli obydwaj drzemiący strażnicy znajdują się w różnych miejscach, to znaczy, że im się upiekło. Zasłonięte kafelki odkładamy w to samo miejsce. Znacznie ciekawiej robi się, gdy śpiochy stoją obok siebie i pilnują tego samego skarbu. Wtedy mamy bingo! Gracz, któremu uda się odkryć taką parę zabiera całe złoto, które znajduje się między drzemiącą parą. W tym przypadku również zakrywa się kafelki nie zmieniając ich położenia. Gramy w ten sposób aż do momentu, w którym całe złoto ze skarbca znajdzie się w rękach graczy. Tyle? Tyle!

I fajne to?

Powiem krótko. Sleepy Castle to spośród dziesiątek gier pamięciowych, które miałem okazję poznać, bodajże najfajniejsza. Z co najmniej kilku powodów.

  1. Jest mega-krótka. Rozłożenie trwa kilkanaście sekund, a rozgrywka 5-10 minut. Zawsze znajdziecie na nią czas.
  2. Jest dynamiczna. Ruchy to myk-myk i zrobione. Kafelków jest tylko dwanaście, więc nie ma dumać. Pamiętasz albo strzelasz.
  3. Nie przytłacza. Powiem Wam w tajemnicy, że nie przepadam za elementem pamięciowym w grach. Tutaj jest super. Kafelków jest mało i są rozłożone na małej przestrzeni. Zapamiętywanie ich położenia to czysta przyjemność nawet dla takiego leniucha, jak ja.
  4. Zawiera fajny twist - poszukiwanie dwóch par na raz. To ciekawy element odróżniający Sleepy Castle od innych pamięciówek. Niby kafelków mało, ale jednak trzeba kombinować. Odświeżająca zmiana.
  5. Można czasem ryzykować. Zazwyczaj odsłonięcie pierwszego kafelka implikuje to, którego kafelka będziemy szukać jako drugiego. I zatem, jeśli pierwszy to niedźwiedź, który z jednej strony ma 1 monetę, którą chroni razem z sową, a z drugiej ma 3 monety, które chroni z zającem, to czy pamiętając umiejscowienie sowy odkryjesz ją i zgarniesz pewną monetę? Czy może zaryzykujesz i spróbujesz znaleźć zająca, którego kojarzysz, ale nie jesteś go pewien? Ryzyk fizyk, to lubię.
  6. Jest złoto! Zbieranie czegokolwiek innego nie daje takiej frajdy, jak zbieranie złota. Chyba przyznacie mi rację?
  7. Wspomaga naukę liczenia do 10. Moje dzieci, kiedy pokazałem im Sleepy Castle, nie potrafiły jeszcze dobrze liczyć do dziesięciu. Jak bardzo w tej nauce pomogło ciągłe sumowanie zdobytych monet? Pewien być nie mogę, ale niewykluczone, że to był istotny impuls. A przynajmniej bardzo dobra metoda utrwalenia.
  8. Jest międzypokoleniowa. Sleepy Castle jest, według producenta, przeznaczona dla dzieci od 4 roku życia. Ja swoich uczyłem w wieku 2 lat i dawały radę. A to, że sam się przy niej dobrze bawię (choć w gronie samych dorosłych pewnie bym jej nie wyjął...), to doskonały dowód na to, że gra łączy pokolenia. A żeby było jeszcze lepiej, zgadnijcie kto zazwyczaj wygrywa w tą grę? Na pewno nie dorośli.

 

 

Wszystko jasne, ale konkluzja musi być

Sleepy Castle to gra, w którą zagrałem z moimi dziećmi kilkadziesiąt partii. Jest ładna, szybka i ciekawa. Przy mojej niechęci do gier pamięciowych, ta gra to naprawdę mocny wyjątek. Wydając na grę planszową mniej niż na dużą pizzę ciężko spodziewać się super efektów, ale w tym przypadku możecie się spodziewać bardzo miłego zaskoczenia. Dla mnie pozycja obowiązkowa w domowej biblioteczce gier dla dzieci.

Grę możecie zakupić TUTAJ

Tym optymistycznym akcentem żegnam się z Państwem i oddaję głos do studia!
Do następnego razu!

Felippe

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium